Zakładki:
Forum
Friends
Funny
Gierki
Inne
|
środa, 15 lipca 2009
piątek, 06 marca 2009
Loczkowany maskonur
Cóż, nie ma za bardzo o czym pisać, bo przecież nie o wygranej chłopców Pointnera w druzynówce, ulicy U2 i serii porażek Milanu... O tym się czyta na innych stronkach... Ale Cyklop dziś mi pewien pomysł podsunęła... Zaczęła sobie robić loczki.... Takie na głowie. Nie wiem jak to działa dokładnie. Parę sznurków, gumki, coś tam, chuje muje... Potem sięto zdejmuje i są loczki. Doesn't matter! W każdym razie robi te loczki i nagle stwierdza " a co, jak będę wyglądać jak maskonur?" Na to ja - ale luz, to chyba nie tak źle... Potem chwila konsternacji <w moim przypadku to już konserwacji> i google - obrazy - maskonur... No i sami stwierdźcie - czyt taki on brzydki? Uroczy! 
środa, 25 lutego 2009
Confessiones II
Confessiones Liber II "A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre. I tak upłynął wieczór i poranek – dzień szósty" (Rdz 1:31 ). Tak, szósty dzień, Sobota... Ten dzień nie był taki, jak byc powinien. A wszystko dlatego, że znów porzuciłam ścieżki Twoje Panie i zeszłam na drogę występku. Już od rana zapowiadało się, że będzie to dzień zmarnowany. Od rana - grzechem jest już nazywanie godziny 13 ranem! Znów jedna z moich największych wad przejęłą władzę. Po cóż wstawać rano, kiedy można czas ten poświęcić na sen? Jak mówi przysłowie - kto śpi nie grzeszy. Ale Ty jeden Panie wiesz, jakim marnotrawstwem czasu jest wylegiwanie się w łóżku do południa! "I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim" (Mt 4:19 ). Oni potrafili iść za Chrystusem pozostawiając wszystko! Ja nie potrafiłam nawet wcześniej wyjśc z łóżka, by czas ten poświęcić na kontemplację i modlitwę.Jednak lenistwo to nie najgorsza rzecz, jaka moze człowieka spotkać. Choć nieprawdą jest, że kto nic nie robi nie grzeszy, bo bezczynność sama w sobie jest grzechem, to dla mnie lepiej byłoby tego dnia nie wychodzić z łóżka. Ale przecież odbywał się konkurs skoków narciarskich. Samo w sobie oglądanie tej rywalizacji, nie było jeszcze takie złe. Ale nakazywałeś Panie: " Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują" (Mt 5:44 ). Jakże daleko byłam od miłosierdzia, kiedy jeden z tych biednych skoczków, Thomas Morgenstern przewrócił się i stracił szansę na medal! W jakże głeboką otchłań wówczas wpadałam! Czułam już niemal na plecach gorący oddech Szatana! Jak można śmiać sie z czyjegoś nieszczęścia? Z upadku, który mógł być niebezpieczny? I to jeszcze ten biedny chłopiec... Nic mi złego nie zrobił, nawet go nie znam... Obrzydliwe uprzedzenia zawładnęły mną na tyle, że życzyłam źle drugiemu człowiekowi. A gdzie miłosierdzie? Gdzie miłość? Pani, powróć do mojego serca i zapal w nim światło, które bez Twojej łaski a przez moją słabość gaśnie... Zbliżał się wieczór i dusza moja pragnąc ratować się od upadku w nicość, zwracała się ku Tobie Panie. Zapomniałam jednak znów, że "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5:29 ). I jakże łatwo uległam namowie wyjścia z domu... I to nie wyjścia do kina czy teatru, co byłoby mniejszym złem, ale na wyjście na imprezę... Na imprezę na której alkohol lał się strumieniami! Wybacz Panie, że tak łatwo zapomniałam o Tobie, ze wystarczyło parę flaszek wódki, by mnie odciagnąć od zadumy i rozmyślania o Tobie. Cóż mam na swoje usprawiedliwienie? Czy to, że jestem tylko słabym, grzesznym człowiekiem, niczym bez Twojej łaski wystarczy? Jakze haniebnie jest poddawać się przyjemnościom bez walki! Wiem Panie, że nagrodzisz nas za walkę w tym świecie, i że Twoja łaska pomaga mi każdego dnia. Jak długo jednak jeszcze przyjdzie mi żyć tutaj i walczyć? Tak pragnę już znaleźć się w Twoim Królestwie! "I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły" (Ap 21:4 ). Czekam na Ciebie Panie i na dzień sądu, gdy ocenione zostanie, czy moje starania zdołały mnie do Ciebie zbliżyć. Dziś zaś modlę się tylko o to, byś przebaczył mi popełnione grzechy, i pomógł zapobiec nowym. PS. Pan chyba uznał moje confessiones za bluźnierstwo bo mam taki katar, że myśli zebrać nie mogę! :(
poniedziałek, 23 lutego 2009
Co zrobić by zdobyć Oscara?
Co zrobić by zdobyć Oscara? Nasuwa się sama odpowiedź na to pytanie. Sprawa jest prosta - wystarczy UMRZEĆ. Sposób jest obojętny. Samobójstwo nie jest co prawda tak fajne jak nieszczęśliwy wypadek, czy choroba, ale... I tak budzi współczucie. A za współczuciem - nie wiedzieć czemu - w dzisiejszych czasach idzie uwielbienie. I tak zdobywcą Oscara zostaje Heath Ledger - wspaniale. Nie, żebym tam coś do niego miała, ba nawet go lubiłam zawsze. Tzn. od kiedy zagrał w Patriocie, naprawdę dobrą rolę. Tylko wtedy tłumy go nie widziały. Zauważyli go jak umarł. Paranoja :> Ale co zrobić... A o tym, że dziś zmarł Franciszek Starowieyski to zapewne nikt nie wie... Poza tym życie jest bardzo pozytywne. Mam zdany egzamin z literatury na 5.0 i mogłam w sobotę obejrzeć konkurs skoków w Libercu. W dodatku mistrzem świata został Wolfi Loitzl, a mój ulubiony Wmordesztern zaliczył piękną glebę :> Czego chcieć więcej? Gorzałka w weekend była, inne trunki także... I zaczął się kolejny piękny tydzień. Planów jest dużo - czasu jak zawsze za mało :> Ale czuję potrzebę nowych confessiones ;) Poza tym jest nowe U2 - cudo :> Mogę słuchać w kółko, czasem wrzucić Kroisos dla odmiany ;) I odkrywam nową pasję - nauczanie łaciny. Naprawdę fajna rzecz... Spać mi się chce... Jutro skrobne Confessiones - albo i nie :> Pozdrowienia dla hawajskich żuli :>
czwartek, 19 lutego 2009
News :>
Uaktualnione linki - polecam, niektóre rzeczy dobre. Żeby sie pośmiać przez chwilkę, lub do grubszego rozkminiania. W każdym razie - pracuję nad blogiem. Ha!
sobota, 07 lutego 2009
Confessiones
A teraz, po wypiciu ruskiego szampana (pozdrowienia dla Cyklopa) czas zrobic coś, co zwiazane będzie z nauką do egzaminu z literatury. Żeby się pozbyć wyrzutów sumienia... Że siecały dzień jadło/piło/spało/bawiło :> Przed Wami - CONFESSIONES (dla niewtajemniczonych - Wyznania, wzorowane na św. Augustynie, moim idolu) Najpierw krótkie wprowadzenie do akcji - jest piątek, godzina 9 rano, mam jechać na egzamin do Krakowa, a tu nagle okazuje się, że w ostatniej chwili egzamin jest odwołany. Wstając znów nie pomyślałam o bogu... Hmmm lepiej by to zacząć inaczej... Forma modlitwy ma być... Ok ok ok jeszcze raz... Szukało Cię oblicze moje, oblicza Twego, Panie szukać będę (PS 26, 8). Lecz tego ranka, moje serce dalekie było od Ciebie Panie. Wstając rozmyślałam tylko o tym, jak jest mi źle. Lenistwo zawładnęło mym ciałem i umysłem, pokonanie go nie było łatwe. Ale gdy juz udało się wstać i okazało się, że plany diametralniesie zmieniają... Było już tylko gorzej. Pogrążyłam się w czeluści złych myśli, odstępujac z dróg przez Ciebie wyznaczonych. Zamiast współczucia, dla biednego chorego wykładowcy, zawładnęła mną złość. Jak ktoś śmie w ostatniej chwili zmieniać moje plany? Zamiast zrozumienia i radosci z powodu innych studentów, którzy teraz zdążą się przygotować, była pycha - cóz za niesprawiedliwość, że ja jestem gotowa dziś, a oni mają więcej czasu. Zostanatak samo ocenieni jak ja? Straszne! I znów ogarnęło mnie to lenistwo... Przecież, gdyby nie ten odwołany egzamin to cała sesja byłaby już ZA MNĄ. A tak... Trzeba nadal pracować, pogłębic wiedzę... Będąc tak daleko od Ciebie, Panie rozmawiałam z ludźmi, przekazując im tą radosna nowinę i UDAJĄC, że wszystko jest w porządku. Obłuda cieniem pokryła me serce. Na szczęście tutaj grzech lenistwa okazał się silniejszy niż pycha i złość. Poszłam spać, zamiast rozpamiętywać to , co się stało. Obudziwszy się, moje wypoczete ciało zapragnęło swej dawki kofeiny i jedzenia. Zamiast więc w skupieniu pojednać mą duszę z Tobą, udałam się do kuchni (o, straszne miejsce wielu zbrodni)! Zamiast skromnego śniadania - choć była już 13, czy można o tej porze jeść śniadanie? - była słodka kawa i wielki talerz spaghetti z oliwkami... Rozpusta! Potem było już tylko gorzej przez chwilkę, pojawiła się w mej duszy Pracowitość na białym rumaku, i przekonywała do zrobienia czegoś pożytecznego. Ale Lenistwo to sprytny wojownik - wykorzystuje wszystko, co ma pod ręką. Za pomocą butelki z ruskim szampanem obezwładnił Pracowitość, rozbijając jej głowę. Potem przysypał biedaczkę puszkami z piwem, przez co długo się nie podniesie... A w orszaku lenistwa ujrzałam tłumy bakchantek z dzbanami wina, oraz marcjalisowego Acerrę (ep I, 28). Podążyłam więc za nimi. I jakże mogła minąć reszta tego haniebnego dnia? Na spożyciu i radosnych pogawędkach... Bez refleksji i modlitwy... Bez Twego światła, Panie. Ale nie bedę juz żałować. Poczekam, aż spłynie na mnie Twoja łaska. Bo jak juz spłynie, to wszystko się uda. Po co sobie teraz odmawiać, skoro bez łaski i tak przegram? No to poczekam... Salut!
czwartek, 05 lutego 2009
poniedziałek, 02 lutego 2009
Return :>
Eeeee, nie, nie znudziło mi się jeszcze pisanie... Tylko czasu nie miałam. Teraz w sumie też nie mam, ale każdy sposób chwilowego oderwania się od pana Augustyna jest dobry. Jakbym kiedyś się nawróciła, miała za dużo czasu i zaczęła pisać COŚ TAKIEGO jak Confessiones, to dobijcie!!! Tak sobie siedzę i rozmyslam - co w tym jest, że ostatnio przystojnych facetów oglądam tylko w TV? Wszyscy się ukryli za szklaną ścianą, czy charakteryacja tak poszła do przodu, że z paskudów robią przystojniaków? A skoro już przy tym jesteśmy, to polećcie coś fajnego do obejrzenia, bo Patrick Dempsey w Chirurgach to za mało na cały dzień :D Moje życie towarzyskie upadło, w knajpie byłam ostatnio w piątek, porażka :P I mam katar... Ogólnie... Lipa :> I nawet pisac mi się nie chce.... Ale bardziej mi się nie chce czytać Augustyna :D Czyż nie ładny? 
środa, 31 grudnia 2008
Podsumowanie :>
Bene bonis, male malis...Może czas na jakieś podsumowanie roku? W taki dzień? Mogę coś napisać, skoro mówić nie mogę – coś mnie złapało za gardło i puścić nie chce. Gdyby to chociaż był jakiś przystojny wampir... Byle nie zombi. Co tam... Jak wypada podsumowanie tego roku? Jeszcze 2008... Cóż, o rok starsi, niekoniecznie mądrzejsi, coś się zaczęło, coś skończyło, parę sukcesów trochę porażek, które – potem zamieniły się w sukcesy lub przynajmniej wyszły na dobre. Generalnie można powiedzieć, że in plus...W życiu czuciowym było jak zawsze – pytanie – to dobrze czy źle? Parę przelotnych romansików, przyjemnych, ale krótkich. Przecież nie zawsze z mojej winy... Ogólnie było przyjemnie. A rok kończę jak zawsze wolna... Bez obrączki, z lekkim duchem i sercem oddanym wielu rzeczom i wielu ludziom – bez jakichś specjalnie wyróżnionych :>W życiu towarzyskim, było jak zawsze wspaniale. Starzy przyjaciele i znajomi się sprawdzają – przybywa nowych. Parę osób poznałam – część z nich zapowiada się świetnie i przyszłość może być wesoła :> Część niestety dużo gadała i na gadaniu się skończyło – okazali się innymi, niż sami siebie przedstawiali. Trudno, nie ma co rozpamiętywać. Po prostu nasze drogi sie rozchodzą, bo jest parę podstawowych zasad, które dla mnie są święte (jeśli tak to mogę ująć). Podstawy – kumpli się nie olewa, nie oszukuje, a dane słowo musi być dotrzymane. Co więcej.... Okazało się, że parę osób oceniłam... Zbyt surowo na początku znajomości. A okazały się całkiem w porządku. Mea clpa, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi...Praca kręci się wokół muzeum, i bynajmniej nie narzekam – dużo mi daje satysfakcji i radości, nie chcę innej (chyba).Nauka jest, była i będzie cudowna... Wkręciłam się w licencjat tak, że niczego poza nim nie widzę... I wampiry zaczynam widywać coraz częściej :> W ogóle wspaniały jest ten trzeci rok, pomimo jednego znaczącego braku – nie ma wykładów z prof. Korsem :< Ale czasami udaje się go odwiedzić i posłuchać... Nawet się już pogodziłam z tym, że muszę przeczytać św. Augustyna – dokładnie :/I tak coś na koniec... Niektórzy ludzie chadzają tylko prostymi ścieżkami. Idą „na łatwiznę”. Postępują tak, jak jest najłatwiej i najwygodniej. Nie podejmują ryzyka. Ich droga jest prosta, i zapewne gładko i prosto dojdą nią do końca żywota. Tylko, że nigdy nie będą wiedzieli, jak to jest skręcić i się pogubić. A to bywa interesujące. Są rzeczy, dla których warto zaryzykować swoje bezpieczeństwo i wygodne życie. Pasja, przyjaciele, wewnętrzne potrzeby samorealizacji... Ok., wystarczy. Następny wpis – w przyszłym roku. Jak dobrze pójdzie. See You! Pozdrawiam wszystkich, którzy powinni zostać pozdrowieni :>
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Pedalski fiolecik :>
Żegnaj nam, dostojny stary porcie... Lubicie tytuły (książek, opowiadań, notek, listów etc.) które nie mają nic wspólnego z treścią? Ja bardzo. Więc nie będzie o porcie. Po prostu gdzieś w tle mi ta piękna szanta gra... Posiedzenie PAU jest zwykle jednym z najprzyjemniejszych dni w miesiącu. Tak było i tym razem. Abstrahując od tego, że przemawiał do nas profesor Korus, a sam wykład był tyleż pasjonujący co kontrowersyjny, to ogólnie było bardzo miło, tak przedświątecznie nawet (może to cukierki, które nam dali do kawy, stworzyły tą atmosferę). W każdym razie bardzo mi się podobają te tradycje spotkać... Niby wszystko zaczyna się o 18.00 ale zwykle kończy się na 18.20, bo wcześniej toczą się rozmowy :> Tym razem bardziej pasjonująca była dyskusja po wykładzie i ataki na profesora, za zbyt odważną interpretację :> Niektóre, trzeba przyznać trafione... W Galerii Krakowskiej udało mi się za resztę z biletu (całe 3 złote) kupić czekoladowe kostki dla psów. Ucieszyły się raczej. AH! Btw. to udało mi się porozmawiać z mężczyzną mojego życia :D Co prawda temat był raczej błahy, ALE od czegoś trzeba zacząć prawda? :> Jest jedna rzecz, która mnie niemiłosiernie wkur***** :< Stypendia naukowe mianowicie. Nie dość, że mieli nam je wypłacić do 5, że wpłata jest zaksięgowana na USOSie, a konto bankowe puste, to ... Zachowanie pani K. odpowiedzialnej za wypłatę jest skandaliczne... Zamiast jakoś się wytłumaczyć z opóźnienia, to bezczelna baba mówi, że „jak studenci czekają trzy miesiące to jeszcze poczekają”. No po prostu... Wszystko opada :> Z serii popieprzonych snów – dziś mi się śniło: 1- że mój kumpel stał się nagle żarliwym fanatykiem PO i starał się wszystkich nawracać na drogę Tuska (w realu zdaje się, że uważa ich za kretynów) 2 – że dzwoniłam do żony tegoż kumpla z jakąś tajną wiadomością 3 – że inny kumpel robił mi przelew 2000 złotych na konto i stwierdził, że to prezent urodzinowy dla babci 4- że stałam się jaszczuroczłowiekiem, wyrósł mi zielony ogon i jaszczurzy pysk... Nie wyspałam się za bardzo... I z serii pozdrawiamy ludzi – Amy chciała, żeby coś o niej napisać. Niestety, nie przychodzi mi na myśl nic dobrego. W nocy z niedzieli na poniedziałek mnie obudziła telefonem. A wczoraj mi nic nie kupiła. No ogólnie niedobrze. Ale przyniosła trzy kody na renifera z kocykiem, to jest jakiś plus...
|